niedziela, 7 września 2014

Rozdział 2

Po lesie rozniusł się  pisk opon, a już  po chwili Liam docisnął pedał gazu z całej siły.  Jego tęczówki przybrały kolor kruczych skrzydeł.  Twarz wyrażał już tylko jedno uczucie - wściekłość. 
- Co za gnój - mówił pod nosem,  uderzając rękami o kierownicę.  - Co za kurwa mać, jebany w dupę chuj!!  - wrzasnął,  a przez moje ciało  przeszedł  nie przyjemny dreszcz. Był wściekły  na mnie, pomyślałam. Teraz mnie zostawi w tym lesie albo odda na policję. Moja głowa zaczynała pękać,  oczy zaszkliły się łzami.  Miałam dość.  Dość tego życia,  dość samej siebie i wszystkiego do okoła. Rozcierałam kciuki z nerwów  tak mocno,  że starłam część  skóry.  Pisnełam z bólu zwracając na siebie  uwagę  chłopaka. Jego oczy zaczęły  penetrować każdy  skrawek mojej twarzy, a wyraz twarzy trochę  złagodniał. Rzucił na mnie jeszcze  jedno  spojrzenie i wrócił wzrokiem na drogę.  Nie może  już  na mnie patrzeć, brzydzi się  mną.  W jednej chwili  zachamowaliśmy.  Liam objął mnie mocno i przycisnął do siebie.  Ukryłam twarz w zagłębieniu jego szyji oddychając  miarowo. Po policzku spłynęła pierwsza łza. Chwlia słabość.  Słabości, której tak bardzo  nie chciałam.  Nie mogłam,  nie teraz. W końcu  wybuchnęłam.  Potrzebowałam  pomocy,  trzeba było  to przyznać. Ale kto mi pomoże?  Poczułam  jak chłopak  delikatnie głaszcze  mnie po włosach.  Jego dotyk sprawiał  mi przyjemność.  Chciałam  więcej.  Stop,  stop,  stop.  Nie,  teraz  nie możesz  się  zakochać, a tym bardziej  w nim.  On ma swoje  poukładane,  do ostatniego  szczegółu  życie,  a ty masz problemy,  ale nie możesz  niszczyć  życia innych. 

Usta chłopaka delikatnie cmoknęły moje czoło.  Obejmował mnie ciasno,  ale nie więził  tylko chronił.  Przestałam  płakać,  bo nie było  już  po co. 
- Pomogę  ci, obiecuję. - usłyszałam  szept Liama tuż  przy swoim uchu.  Oderwałam  się  od niego i spojrzałam  wyzywająco.
- Nie zgadzam się - opowiedziałam  natychmiast. 
- No to inaczej to będzie zapłata,  za to jak ty mnie pocieszyłaś  w 16.
- Nie,  chcę  od ciebie niczego - próbowałam dalej walczyć,  ale już  przegrałam. 
- Nie chcesz po dobroci - uniósł jedną  brew.  - To zrobimy to siłą,  ja nie odpuszczę.  A teraz jedziemy  do mnie. 
Zanim dotarły  do mnie słowa  Liama już  pędziliśmy do jego domu. 

Uchyliłam drzwi i mnie zatkało,  no normalnie... Jego rodzice nie byli nigdy biedni,  ale no bez jaj,  raczej na 18 to on tej chaty nie dostał. Usłyszałam  śmiech chłopaka.  Odwróciłam  się  w jego stronę,  a on patrzył  na mnie rozbawiony. A co go tak wemnie śmieszy?  Moja twarz w jednym momencie  stała  się  dorodnym pomidorkiem.  Rzucałam mu gromy z oczu,a  on już  prawie leżał na betonie,  bo nadal nie weszliśmy  do środka.
-Spoko,  spoko milionerem jeszcze nie jestem - wydysił przez łzy.  Zgrłam wargę. -Mieszkam tu z chłopakami,  dziś  już  ich raczej nie poznasz - przez jego twarz przemknął taki inny uśmiech.  Na pewno mi się  tylko zdawało. Jesteśmy  w końcu  dawnymi znajomymi,  a on pewnie ma tu wspaniałych przyjaciół  no i dziewczynę.  Westchnęłam cicho.  Dziękowałam  bogu,  że  Liam tego nie usłyszał. Co bym mu wtedy powiedziała,  że  jest nieziemsko przystojny.  Okey,  stop,  oddychaj głęboko.  Cycki do przodu, dupa do góry i jedziemy  z tym koksem.  Zrobiłam  krok i znalazłam  się  w jego rezydencji.  Było  jakoś  przed 5, ale w pomieszczeniu panowała  kompletna ciemność. Poczułam  za sobą  czyjąś  obecność  i podskoczyłam  ze strachu  gdy poczułam  czyjś  dotyk na swojej dłoni.  Światło  się  zapaliło. Rozejrzałam się  powoli po salonie i obróciłam do drzwi,  w których  stał  Payne. 
- Ze mną  nic ci nie grozi - powiedział, prostując się. Mój  super-men. - Rozgość się -  dodał  i zamknął  za sobą  drzwi. 
Weszłam w głąb domu . Nie miałam pojęcia  co ze sobą  zrobić  więc  swoje kroki skierowałam przed 75calowy telewizor.  Przepraszam  plazmę.  Usiadłam na mięciutkiej kanapie i spojrzałam w ekran wyłączonego urządzenia . Zobaczyłam jego odbicie.  Stał  przy blacie kuchennym i nad czymś  myślał.  Może nie mogę  tu zostać  albo miał  się  spotkać  z dziewczyną  no na noc,  przeszło  mi z trudem przez głowę.  Podniosłam  się  z miejsca i cicho podeszłam  do chłopaka.  Nie zauważył  mnie.  Stanęłam  za jego  plecami i chwilę  się  w niego wpatrywałam. 
- Jeśli to problem to...  - odezwałam się. Zoskoczony moją  obecnością  chłopak  obrócił  się  i spojrzał  mi w oczy. 
- Nie jesteś  problemem,  zapamiętaj  to sobie. To ja cię  tu ściągnąłem  i ja cię  chcę - on mnie chcę,  powturzyłam w myślach.  Co ja pieprzę?!  - Na razie zostajesz tu ze mną. 
- Ale ja muszę  wrócić  do siebie..
- Ah,  oczywiście.  Jutro pojedziemy do ciebie weźmiesz  swoje rzeczy  i wrócimy  tutaj. 
- Czekaj, czekaj jak to wrócimy  tutaj? - spojrzałam na Payna jak na kosmitę. 
- Normalnie,  od dziś, a właściwie  od jutra mieszkasz tu - wyszczerzył się  do mnie.
- Ale,  ja nie mogę  tak po prostu u ciebie zamieszkać,  co pomyślą twoi przyjaciele,  no i dziewczyna.  Odpowiedziała mi salwa śmiechu. 
- Chłopaki  będą  zadowoleni,  że  mamy tu kogoś  normalnego,  uwierz Niall ucieszy  się  z śniadania - znów  się  zaśmiał.- Dziewczyna,  nie mam żadnej,  więc  zazdrona nie musisz być  - poruszył  zabawnie  brwiami. 
- Sugerujesz,  że  była  bym zazdrona - uniosłam brew do góry. 
- Ja to wiem - odpowiedział  i oboje zaczęliśmy  się  śmiać.
Potknęłam  się  o dywan i padłam  jak długa.  Ciągnąc za sobą  Liama.  Zaczęliśmy  tarzać  się  poziemi.  Turlaliśmy się  wszędzie.  Po chwilii  uslyszałam stukniecię i przekleństwo  chłopaka. Teraz ja poczułam wodę  spływającą po mnie ciurkiem.  Wstaliśmy  z ziemi i zatoczyliśmy kółko.  Chłopak walnął  głową  w stół,  a ja miałam wodę  z kwiatów  na głowie.  Byliśmy  jakby pijani.  Weszliśmy  kiwając się  po schodach.  Jeden podtrzymywał drugiego.  Na piętrze  Payn otworzył  trzecie drzwi po lewej i wciągnął  mnie do środka, zamykając  drzwi plecami.  Chwycił  mnie w pasie,  przeżócił sobie przez ramię  i zrobił  parę  kroków,  po czym rzucił  mnie na łóżko.  Pochylił się  nad mną.  Uśmiech zniknął  z mojej twarzy.  Dopiero  teraz  zoreintowałam się , że  leżę  w jego łóżku,  a on pochyla się  nad mną.  Zacisnęłam powieki nie dając wypłynąć  łzom. 
- Nie rób  mi krzywdy - szepnełam najbardziej błagalnie jak potrafiłam i zaczęłam  ciężko  oddychać.  Zostałam podciągnięta do góry  i mocno przyciśnięta do ciała chłopaka,  który  już  mnie kołysał.  Głaskał  mnie po plecach , włosach  nawet udach. Nie bałam  się  jego dotyku,  wręcz  go chciałam. 
- Przepraszam - wyszeptał  do mojego ucha.  Skuliłam się  w jego uścisku. 
- To moja wina - odezwałam się  w końcu.  - Właściwie  co to było?  - zapytałam gdy dotarło  do mnie, co przed chwilą  się  działo. 
- Sam niewiem,  poczułem  taką  chęć  - odwrócił  głowę. 
- Ja też  - spojrzałam na chłopaka i szybko zasłoniłam policzki włosami . - To wszystko  te emocje - szybko wyjaśniłam.
-  Też  tak myślę  - odpowiedział  równie  szybko.  Zapadła cisza.  I niestety nie był to ten dobry rodzaj ciszy,  nikt nie wiedział  co zrobić.  - Idź  spać  jutro pogadamy. 

Zdjełam z siebie bluzę  i spodnie.  Poskładałam  je i odłorzyłam na krzesło.  Usiadłam na łóżku i czekałam aż  Liam wyjdzie z łazienki.  Po chwili  w pokoju  stanął Payne w samych bokserkach  i rozczochranych włosach.  Wyglądał  jak bóg  olimpijski albo heros.  Poczułam w środku  przyjemne ciepło.  Chłopak  skierował  się  do wyjścia. 
- Dobranoc - powiedział  odwracając się  i naciskając  klamkę. 
- Liam ?
- Tak?  
- Możesz  zostać  ? - szepnęłam.
- Zawsze,  jeśli  chcesz - cofnął  się.  Podszedł  do łóżka  i wsunął pod kołdrę. Położyłam rękę  na jego torsie,  czując  wszystkie  wyrzeźbione  mięśnię, a nogę  zawinęłam na jego biodrach. 
- Słodkich snów  - uśmiechnęłam  się  do Payna. 
- Dziękuję  - odpowiedział  jakby dawno tego nie słyszał,  jakby nikt nie rzyczył mu dobrej nocy. 

1 komentarz:

  1. No, no, no, się porobiło :3 Wyczuwam romansik!
    Dawaj następny, szybko ❤

    OdpowiedzUsuń