Po lesie rozniusł się pisk opon, a już po chwili Liam docisnął pedał gazu z całej siły. Jego tęczówki przybrały kolor kruczych skrzydeł. Twarz wyrażał już tylko jedno uczucie - wściekłość.
- Co za gnój - mówił pod nosem, uderzając rękami o kierownicę. - Co za kurwa mać, jebany w dupę chuj!! - wrzasnął, a przez moje ciało przeszedł nie przyjemny dreszcz. Był wściekły na mnie, pomyślałam. Teraz mnie zostawi w tym lesie albo odda na policję. Moja głowa zaczynała pękać, oczy zaszkliły się łzami. Miałam dość. Dość tego życia, dość samej siebie i wszystkiego do okoła. Rozcierałam kciuki z nerwów tak mocno, że starłam część skóry. Pisnełam z bólu zwracając na siebie uwagę chłopaka. Jego oczy zaczęły penetrować każdy skrawek mojej twarzy, a wyraz twarzy trochę złagodniał. Rzucił na mnie jeszcze jedno spojrzenie i wrócił wzrokiem na drogę. Nie może już na mnie patrzeć, brzydzi się mną. W jednej chwili zachamowaliśmy. Liam objął mnie mocno i przycisnął do siebie. Ukryłam twarz w zagłębieniu jego szyji oddychając miarowo. Po policzku spłynęła pierwsza łza. Chwlia słabość. Słabości, której tak bardzo nie chciałam. Nie mogłam, nie teraz. W końcu wybuchnęłam. Potrzebowałam pomocy, trzeba było to przyznać. Ale kto mi pomoże? Poczułam jak chłopak delikatnie głaszcze mnie po włosach. Jego dotyk sprawiał mi przyjemność. Chciałam więcej. Stop, stop, stop. Nie, teraz nie możesz się zakochać, a tym bardziej w nim. On ma swoje poukładane, do ostatniego szczegółu życie, a ty masz problemy, ale nie możesz niszczyć życia innych.
Usta chłopaka delikatnie cmoknęły moje czoło. Obejmował mnie ciasno, ale nie więził tylko chronił. Przestałam płakać, bo nie było już po co.
- Pomogę ci, obiecuję. - usłyszałam szept Liama tuż przy swoim uchu. Oderwałam się od niego i spojrzałam wyzywająco.
- Nie zgadzam się - opowiedziałam natychmiast.
- No to inaczej to będzie zapłata, za to jak ty mnie pocieszyłaś w 16.
- Nie, chcę od ciebie niczego - próbowałam dalej walczyć, ale już przegrałam.
- Nie chcesz po dobroci - uniósł jedną brew. - To zrobimy to siłą, ja nie odpuszczę. A teraz jedziemy do mnie.
Zanim dotarły do mnie słowa Liama już pędziliśmy do jego domu.
Uchyliłam drzwi i mnie zatkało, no normalnie... Jego rodzice nie byli nigdy biedni, ale no bez jaj, raczej na 18 to on tej chaty nie dostał. Usłyszałam śmiech chłopaka. Odwróciłam się w jego stronę, a on patrzył na mnie rozbawiony. A co go tak wemnie śmieszy? Moja twarz w jednym momencie stała się dorodnym pomidorkiem. Rzucałam mu gromy z oczu,a on już prawie leżał na betonie, bo nadal nie weszliśmy do środka.
-Spoko, spoko milionerem jeszcze nie jestem - wydysił przez łzy. Zgrłam wargę. -Mieszkam tu z chłopakami, dziś już ich raczej nie poznasz - przez jego twarz przemknął taki inny uśmiech. Na pewno mi się tylko zdawało. Jesteśmy w końcu dawnymi znajomymi, a on pewnie ma tu wspaniałych przyjaciół no i dziewczynę. Westchnęłam cicho. Dziękowałam bogu, że Liam tego nie usłyszał. Co bym mu wtedy powiedziała, że jest nieziemsko przystojny. Okey, stop, oddychaj głęboko. Cycki do przodu, dupa do góry i jedziemy z tym koksem. Zrobiłam krok i znalazłam się w jego rezydencji. Było jakoś przed 5, ale w pomieszczeniu panowała kompletna ciemność. Poczułam za sobą czyjąś obecność i podskoczyłam ze strachu gdy poczułam czyjś dotyk na swojej dłoni. Światło się zapaliło. Rozejrzałam się powoli po salonie i obróciłam do drzwi, w których stał Payne.
- Ze mną nic ci nie grozi - powiedział, prostując się. Mój super-men. - Rozgość się - dodał i zamknął za sobą drzwi.
Weszłam w głąb domu . Nie miałam pojęcia co ze sobą zrobić więc swoje kroki skierowałam przed 75calowy telewizor. Przepraszam plazmę. Usiadłam na mięciutkiej kanapie i spojrzałam w ekran wyłączonego urządzenia . Zobaczyłam jego odbicie. Stał przy blacie kuchennym i nad czymś myślał. Może nie mogę tu zostać albo miał się spotkać z dziewczyną no na noc, przeszło mi z trudem przez głowę. Podniosłam się z miejsca i cicho podeszłam do chłopaka. Nie zauważył mnie. Stanęłam za jego plecami i chwilę się w niego wpatrywałam.
- Jeśli to problem to... - odezwałam się. Zoskoczony moją obecnością chłopak obrócił się i spojrzał mi w oczy.
- Nie jesteś problemem, zapamiętaj to sobie. To ja cię tu ściągnąłem i ja cię chcę - on mnie chcę, powturzyłam w myślach. Co ja pieprzę?! - Na razie zostajesz tu ze mną.
- Ale ja muszę wrócić do siebie..
- Ah, oczywiście. Jutro pojedziemy do ciebie weźmiesz swoje rzeczy i wrócimy tutaj.
- Czekaj, czekaj jak to wrócimy tutaj? - spojrzałam na Payna jak na kosmitę.
- Normalnie, od dziś, a właściwie od jutra mieszkasz tu - wyszczerzył się do mnie.
- Ale, ja nie mogę tak po prostu u ciebie zamieszkać, co pomyślą twoi przyjaciele, no i dziewczyna. Odpowiedziała mi salwa śmiechu.
- Chłopaki będą zadowoleni, że mamy tu kogoś normalnego, uwierz Niall ucieszy się z śniadania - znów się zaśmiał.- Dziewczyna, nie mam żadnej, więc zazdrona nie musisz być - poruszył zabawnie brwiami.
- Sugerujesz, że była bym zazdrona - uniosłam brew do góry.
- Ja to wiem - odpowiedział i oboje zaczęliśmy się śmiać.
Potknęłam się o dywan i padłam jak długa. Ciągnąc za sobą Liama. Zaczęliśmy tarzać się poziemi. Turlaliśmy się wszędzie. Po chwilii uslyszałam stukniecię i przekleństwo chłopaka. Teraz ja poczułam wodę spływającą po mnie ciurkiem. Wstaliśmy z ziemi i zatoczyliśmy kółko. Chłopak walnął głową w stół, a ja miałam wodę z kwiatów na głowie. Byliśmy jakby pijani. Weszliśmy kiwając się po schodach. Jeden podtrzymywał drugiego. Na piętrze Payn otworzył trzecie drzwi po lewej i wciągnął mnie do środka, zamykając drzwi plecami. Chwycił mnie w pasie, przeżócił sobie przez ramię i zrobił parę kroków, po czym rzucił mnie na łóżko. Pochylił się nad mną. Uśmiech zniknął z mojej twarzy. Dopiero teraz zoreintowałam się , że leżę w jego łóżku, a on pochyla się nad mną. Zacisnęłam powieki nie dając wypłynąć łzom.
- Nie rób mi krzywdy - szepnełam najbardziej błagalnie jak potrafiłam i zaczęłam ciężko oddychać. Zostałam podciągnięta do góry i mocno przyciśnięta do ciała chłopaka, który już mnie kołysał. Głaskał mnie po plecach , włosach nawet udach. Nie bałam się jego dotyku, wręcz go chciałam.
- Przepraszam - wyszeptał do mojego ucha. Skuliłam się w jego uścisku.
- To moja wina - odezwałam się w końcu. - Właściwie co to było? - zapytałam gdy dotarło do mnie, co przed chwilą się działo.
- Sam niewiem, poczułem taką chęć - odwrócił głowę.
- Ja też - spojrzałam na chłopaka i szybko zasłoniłam policzki włosami . - To wszystko te emocje - szybko wyjaśniłam.
- Też tak myślę - odpowiedział równie szybko. Zapadła cisza. I niestety nie był to ten dobry rodzaj ciszy, nikt nie wiedział co zrobić. - Idź spać jutro pogadamy.
Zdjełam z siebie bluzę i spodnie. Poskładałam je i odłorzyłam na krzesło. Usiadłam na łóżku i czekałam aż Liam wyjdzie z łazienki. Po chwili w pokoju stanął Payne w samych bokserkach i rozczochranych włosach. Wyglądał jak bóg olimpijski albo heros. Poczułam w środku przyjemne ciepło. Chłopak skierował się do wyjścia.
- Dobranoc - powiedział odwracając się i naciskając klamkę.
- Liam ?
- Tak?
- Możesz zostać ? - szepnęłam.
- Zawsze, jeśli chcesz - cofnął się. Podszedł do łóżka i wsunął pod kołdrę. Położyłam rękę na jego torsie, czując wszystkie wyrzeźbione mięśnię, a nogę zawinęłam na jego biodrach.
- Słodkich snów - uśmiechnęłam się do Payna.
- Dziękuję - odpowiedział jakby dawno tego nie słyszał, jakby nikt nie rzyczył mu dobrej nocy.
No, no, no, się porobiło :3 Wyczuwam romansik!
OdpowiedzUsuńDawaj następny, szybko ❤