wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 1

 **6 lat później**
Stanęłam za ladą czekając na kolejnych klientów. Odór papierosów i alkoholu był wyczuwalny w całym barze. Właściwie to mi już nie przeszkadzało. Przyzwyczaiłam się. Czerwone płachty materiału zwisały z okien robiąc z tego miejsca burdel. Choć właściwie tym było to miejsce. Naćpani kolesie obściskiwali się z półnagimi kobietami pod ścianami, na kanapach i fotelach. W duchu podziękowałam Bogu, że jestem tu barmankom. Otrząsnęłam się z zamyślenia i podeszłam do kolejnego klienta siedzącego przy barze. Pochyliłam się do przodu aby wyeksponować swój pełny biust. Nawet gdybym tego nie zrobiła koszule miałam rozpiętą do pępka, a spódniczka ledwo zakrywała moje pośladki. Spojrzałam na twarz mężczyzny który był wyraźnie zadowolony z mojego posunięcia. 
- Co dla pana ? - zapytałam tak słodko aż mi się rzygać chciało. 
-  Mów mi Dave kotku - uśmiechnął się zalotnie. 
- A więc co dla ciebie? - spławiłam go. Spojrzał na mnie wyraźnie nie zadowolony. Pochylił się nad mną i wychrypiał do ucha. 
- Pink Lady - usłyszałam nazwę drinka i postanowiłam jak najszybciej oddalić się od niego. Od razu gdy uniosłam głowę poczułam jak mężczyzna wkłada rękę w dekolt mojej bluzki, przyciągając mnie do siebie. 
- Matt! - krzyknęłam i poczułam obleśne usta Dava na swojej twarzy. Zaczęłam się wyrywać, ale ten cholerny pijak nie dawał za wygraną. 3...2...1... W tym momencie Dave został dość brutalnie od mnie odciągnięty i wyrzucony przez schody klubu. 
- Wszystko okey - odezwał się Matt z troską w głosie. 
- To, co zwykle - odpowiedziałam uśmiechając się, na co on odwzajemnił ten gest. Cofnęłam się na zaplecze i skierowałam do drzwi z napisem ,,WC dla personelu". Chwyciłam brudną klamkę i weszłam do środka. Stanęłam przed żółtą umywalką i odkręciłam kurek z zimną wodą. Nabrałam cieczy w ręce i ochlapałam swoją czerwoną twarz. Spojrzałam przed siebie napotykając się na swoje spojrzenie. Zlustrowałam swoje ciało w popękanym lustrze. Jestem obrzydliwa pomyślałam. Jestem obrzydliwa skoro faceci zwracają uwagę wyłącznie na moje piersi i tyłek, a nie na mnie. Na tą małą Sofi. Duszyczkę, żyjącą w tym obleśnym ciele. Zamknęłam oczy jakby wierząc, że kiedy uchylę powieki w lustrze zobaczę kogoś innego, lepszego. Uśmiechniętą kobietę z narzeczonym i trochę zaokrąglonym brzuchem w 4 miesiącu ciąży. Dobra ogar Sofi. Jesteś w pracy, powiedziałam w myślach. Tu masz być seksowna, a nie cicha i zamknięta w sobie. Uśmiechnęłam się słodko do swojego odbicia w lustrze i wybiegłam z łazienki. 

Było koło 2 kiedy poczułam, że moje nogi zaczynają odmawiać mi już posłuszeństwa. Jeszcze tylko półgodziny i masz wolne. Wyprostowałam się i zajęłam następnymi pijakami. Każdy kolejny facet pożerał mnie wzrokiem co raz bardziej. Jeszcze tylko trochę, dasz radę, słyszałam zbyt optymistyczny głos w swojej głowie. Robiłam drinki jak maszyna. Stałe schematy, a pod koniec i tak wszyscy chcieli wódkę. Nie łatwiej 
było postawić fontannę albo oazę alkoholu?  Może by się pozabijali wtedy? Wróciłam myślami na ziemię. Szybko chwyciłam szklaną butelkę i podałam następną kolejkę. 
- Heeejjee łooopa!! - usłyszałam okrzyki pijaków. 
- To już ostatnia -próbowałam przekrzyczeć tych baranów,  ale marnie mi to szło.  

Zgarnęłam puste kieliszki wysłuchując jęków tych imbecyli,  że chcą jeszcze. Taak koniec!!!  Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Obeszłam ladę zbierając kluczyki i telefon ze sobą. Padam na twarz i w tym momencie przywitałam się z podłogą. Obróciłam się na drugą stronę i podniosłam do pozycji siedzącej. Chwyciłam się wyciągniętej do mnie ręki i spojrzałam w górę. Napotkała spojrzenie nieziemsko brązowych tęczówek i usiadłam z powrotem na podłodze.  
- Li -liam - wydukałam po chwili orientując się,  że stanowczo za długo wpatruję się w twarz chłopaka, który  najwyraźniej kompletnie nie ma pojęcia o co chodzi. 
- Directioners - zapytał chłopak rozkojarzony. 
- Nie pamiętasz - poczułam ukłucie w sercu.  Li zaczął uważnie lustrować moją twarz. 
- Sofi!! - wykrzyknął po chwili tak entuzjastycznie, że aż podskoczyłam ze strachu. Już po chwili stałam ściskana w objęciach chłopaka , który szczerzył się jak głupi do sera. -Ostatni raz widzieliśmy się przed moim wyjazdem - powiedział w końcu mnie puszczając.
- Właściwie to w twoje 16 urodziny - zobaczyłam jak przez oczy chłopaka przenika ból, który  natychmiast zastępują iskierki radości.  - Przepraszam - szepnęłam zawstydzona. 
-Nic się nie stało - posłał mi swój piękny uśmiech na widok, którego fanki już by miały zawał,  ale ja taka nie jestem. 
- Może cię podwieźć - spytałam. 
- Nie,  dzięki dam sobie radę. Nie potrzebuję pomocy. 
- Ale ja potrzepuję twojej - Liam był wyraźnie zaskoczony moimi słowami. 
- Czekam przed wejściem, ale ja prowadzę!-krzyknął chłopak ze śmiechem. Obróciłam się w miejscu i zaczęłam zgarniać swoje rzeczy. No to się porobiło, przeszła wesoła myśl po mojej głowie.

Zahamowałam przed wejściem i wysiadłam z samochodu. Gestem ręki przywołałam Liama, który w dwa kroki był przy mnie. Po kim on ma takie długie nogi? Na moją twarz wskoczył mały uśmieszek.
- Co się stało? - zapytał chłopak widząc mój uśmiech.
- Nie, nic,nic - odpowiedziałam dalej zamyślona. Szatyn obszedł samochód i usiadł za kierownicą. Szybko potrząsnęłam głową orientując się, że od jakiś 30 sekund wpatruję się w drzwi. Zajęłam miejsce pasażera i szybko ruszyliśmy, bo chłopak zdecydowanie był fanem ostrej jazdy. - Ej, spokojnie to nie BMW - skarciłam chłopaka. Obrócił głowę do mnie i zrobił oczy kota z Shereka. - No, dobra, dobra - klepnęłam go w ramię i odwróciłam głowę do okna.

Jechaliśmy w ciszy, ale nie krępującej. To był rodzaj tej przyjemnej ciszy. Jaka, przyjemna cisza, co ja pieprze ?
- A więc jak mogę Ci pomóc? - z zamyślenia wyrwał mnie głos Liama, ale kompletnie nie miałam pojęcia, o co mu chodzi. - Co się stało, że prosisz mnie o pomoc - doprecyzował chłopak. Moja twarz zbladła do koloru ściany, a ręce był całe mokre. Wzięłam parę wdechów i odwróciłam do niego.
- Jestem w ciąży - powiedziałam to bardzo cicho mając nadzieję, że on nie usłyszy.
- Och, gratuluje !! - wykrzyknął rozanielony. Z czego on się tak cieszy, przeszło przez moją głowę. - Który to miesiąc ?
- Czwarty - odpowiedziałam. - Ale ciąża to nie problem.
- No ja myślę, bo w życiu nie pomógł bym ci jej usunąć - gadał jak najęty. Nie możesz przed nim tego okrywać. Skoro już go w to wciągnęłaś to do cholery jasnej powiedz mu to! Zgryzłam wargę, z której po chwili pociekła cierpka ciecz.
- Bo-o ch-hodzi o to, że j-ja nie wiem kto jest ojcem - wyjąkałam jak 3 latek. Spojrzenie Liama rozpaliły małe iskierki, a po samochodzie rozległ ogromny śmiech.
- No, chyba mi nie powiesz, że się puszczałaś - zagadał gdy w końcu przestał się śmiać.
- Nie, masz racje - odpowiedziałam nie patrząc na chłopaka. - Nie puszczałam się.
- No to ? - powiedział chłopak dalej rozbawiony całą sytuacją.
- Ktoś mnie zgwałcił - wydobyłam słowa, patrząc w brązowe tęczówki.

wtorek, 19 sierpnia 2014

Prolog

Stanęłam za ladą czekając na ostatnich klientów. Było już późno, bardzo późno. Podparłam się na łokciach i wyjrzałam przez okno. Panował kompletny mrok. Na niebie skrzył się księżyc w pełni.  Nabrałam w usta chaust powietrza po czym wypuściłam je z powrotem ze świstem. Dobra na dzisiaj już wystarczy.  Mają pecha. Jutro też jest dzień i będą mogli podejść po to swoje piwsko. Ja im je z wielką chęcią sprzedam,  ale jutro. Chwyciłam kluczyki i podeszłam do okien aby pospuszczać w nich żaluzje. Pociągnęłam za sznurek i materiał spadł w dół zakrywając okno. Zawsze kojarzyło mi się to z opadającą gilotyną, ale nie koniecznie obcinała ona komuś głowę w moich wyobrażeniach. Włożyłam klucz do zamka i już miałam go przekręcać gdy do środka wpadł ktoś z impetem, waląc mnie przy tym drzwiami. Spojrzałam na oprawcę, który stał pod przeciwną ścianą z piorunami w oczach. Włosy chłopaka potargane były na wszystkie strony, a jego policzki pokrywały  czerwone rumieńce świadczące o tym, że przed chwilą biegł.  Oddychał ciężko i głośno. 
- Daj mi tabletki nasenne !!- wrzasnął,  a każdą komórkę mojego ciała sparaliżował strach. Spojrzałam w jego brązowe, a właściwie już czarne tęczówki. Krył się tam tylko ból,  żal i upokorzenie. Nie przypominał tego samego człowieka, co rano gdy był u mnie w sklepie. Wtedy każdemu wskakiwał  uśmiech na twarz gdy tylko go zobaczył. Był szczęśliwy prawdziwie szczęśliwy. Teraz małe łzy zaszkliły się w moich oczach gdy tylko go zobaczyłam. On już nie był człowiekiem był wrakiem człowieka.  - Daj mi te cholernee tab-bletki ... pro..proszę - tym razem już szepnął. Nie miał siły krzyczeć.  Spojrzałam na chłopaka,  który zjechał plecami po ścianie i usiadł na podłodze chowając twarz w dłoniach. Płakał. Płakał jak małe dziecko. 
Zrobiłam krok w przód i następny.  Powoli podchodziłam do chłopaka aż w końcu znalazłam się tuż obok. Kucnęłam i widząc że się nie poruszył usiadłam na chłodnej posadzce kładąc sobie jego głowę na kolanach. Zaczęłam delikatnie go głaskać wplatając, co jakiś czas palce w jego miękkie brązowe włosy. 
- Ja po prostu chciałem ... - usłyszałam zachrypnięty głos i zaczęłam delikatnie kołysać go na swoich kolanach.
- Wiem. Wiem... - powiedziałam nie wiedząc od czego zacząć aby jakoś go wesprzeć. - Byłeś dla nich za dobry, za miły - szepnęłam. - Tacy ludzie jak twoja klasa nigdy się nie zmieniają. Nawet gdybyś całował ich po piętach oni chcieliby żebyś równocześnie robił to po rękach. Nie potrafią cię zaakceptować,  bo jesteś inny. Jesteś wyjątkowy. Nie będziesz samotny. Znajdziesz ludzi, którzy po lubią cię za to kim jesteś i jaki jesteś. Nie rób łaski tym, co uważają, że jesteś gorszy i nigdy się pod nich nie zmieniaj i wiesz co ? Bądź sobą,  bo każdy inny jest już zajęty.
Zobaczyłam, że chłopak już nie płaczę i trochę się uspokoił. - Poczekaj chwilę - podniosłam się i stanęłam rozprostowując nogi. Podeszłam do jednej z półek i wzięłam małe zawiniątko, które szybko ukryłam w dłoniach. Gdy odwróciłam się z powrotem on już wstał.  Podeszłam i chwyciłam dłonie chłopaka chowając w nich mały woreczek. - Wszystkiego najlepszego - powiedziałam uśmiechając się naj cieplej jak potrafiłam. Jego tęczówki znów przybrały barwę brązu, a w oczach pojawiły się małe iskierki. Otworzył woreczek i wyjął bransoletkę z rzemyka, którą założył na rękę.  Spojrzał na mnie i skierował się w stronę wyjścia. Myślałam, że odejdzie w końcu dużo dziś przeszedł. Stanął w drzwiach i odwrócił się w moją stronę. 
- Dziękuję -  uśmiechnął się w niezwykły sposób, który od razu wywołał przyjemne ciepło w moim sercu. 
Przez następne lata nie pojawił się już w sklepie lecz ilekroć ktoś o nim wspomniał w mojej głowie pojawiał sie obraz tego wyjątkowego uśmiechu i Liama.
                                                   《《《《《》》》》》
Hej kochani, a więc mamy prolog :) Wyszedł trochę dłuższy niż chciałam,  ale mam nadzieję,  że choć trochę zachęcił was do czytania;)) Już nie długo pojawi się pierwszy rozdział ;* Tym czasem zapraszam do komentowania,  bo to bardzo motywuje ;D Cieszcie się wakacjami i pamiętajcie aby tu niedługo zajrzeć:):):) 
               Buziaki :***